Wędrując po Rawiczu (60)

sobota, 03 październik 2009

Dodane przez: Anonim

Pożar Sarnowy w 1809 roku

... trafiamy po raz kolejny do Sarnowy. Ta dzisiejsza dzielnica Rawicza, niegdyś samodzielne, niewielkie miasto, ma swoją bardzo ciekawą historię. Jest ona znacznie dłuższa i bogatsza od dziejów Grodu Przyjemskich.

Przewodniki turystyczne, napisane w różnych okresach, wspominają o ogromnym pożarze Sarnowy w 1809 roku. Niestety, większość opracowań fakt ten kwituje jednym, krótkim zdaniem, dodając niekiedy informację o zniszczeniu podczas tego tragicznego wydarzenia dawnych, bardzo ważnych dokumentów miejskich. Jak zatem wtedy było, co wydarzyło się w Sarnowie, mieście należącym wówczas do powiatu krobskiego i wchodzącym w skład Księstwa Warszawskiego ?

Zachowały się oryginalne, spisane ręcznie na czerpanym papierze, dokumenty, zebrane pod wspólnym tytułem: „Akta względem wybuchu ognia w dniu 17 - tym września 1809, w mieście tutejszym Sarnowa, stratą 91 budynków doświadczonym". Są one zbiorem sprawozdań, zeznań, spisów poszkodowanych i korespondencji, związanych z pożarem. Co zatem możemy przeczytać ? Ówczesna Rada Miejska Sarnowy pisała m.in.:

„Do Prześwietnej Podprefektury w Rawiczu,

Sarnowa, dnia 20 września 1809.

...O rannym czasie, w niedzielę zeszłą, dnia 17-go b.m., o kwadransie na 6-tą, zajął się ogień na ulicy zwanej Garncarska, w domie obywatela Gotfrida Bidermana, pod liczbą 90, w którym ... starozakonny szynkarz gorzałczanny Markus Ollendorff, tutejszy protegowany mieszkaniec, ze swoją familią samotnie mieszkał. Pożar ten tak był nagły i gwałtowny z przyczyny nadzwyczajnego wiatru, iż w przeciągu czasu sześciogodzinnym 56 domów mieszkalnych obywatelskich i Ratusz z repositorium aktów rządu zeszłego, ze skrzynią gdzie księgi miejskie dawnopolskie złożone były, a 35 budynków pobocznych przyległych, w ogóle 92 budynków z Ratuszem ogniem spłonęło, a przez to 117 familii, głów zaś 439, z pomieszkania ogołocone, nieszczęśliwemi zostało ...". Dalej czytamy iż natychmiastowa akcja ratunkowa była utrudniona, bo: „...publiczność miejscowa płci męskiej, powszechnie tryb jej handlowy ... nie znajdowała się w domu, ani zaraz obcej ratunkowej doczekać się nie można było pomocy; nagłe więc ogarnienie płomieniem miasta, przez wiatr nieznośny, na wszystkie wraz strony pędzonym, było powodem, że nikt na wydobycie składu aktowego z gorejącego razem zewnątrz i wewnątrz Ratusza, bez narażenia własnego życia, odważyć się nie mógł, wielu nawet mieszkańców ruchomości swe ogniowi na strawienie poddać przymuszenie zostali...". I spisał pisarz miejski jeszcze jedną informację: „Jaki tego pożaru był zajęcia się początek, żadnym sposobem zgłębić nie można, oprócz tego, co w załączonym tutaj w oryginale, a na zalecenie Prześwietnej Podprefektury spisanym indagacyjnym protokóle zeznał obwiniony o podejrzliwość zapalenia starozakonny Markus Ollendorff, przyznając, iż w części jego mieszkania ogień powstał, przyczyny jednak zajęcia się tegoż, że nie wie, zatwierdza. W głębsze i rozciąglejsze indagowanie tego przypadku wchodzić nie mogliśmy, gdyż skoro tylko zmiarkowało obywatelstwo, iż Ollendorff, jako mniemany nieszczęścia instrument, do indagacji ma się przedstawić, natychmiast zgromadzać się licznie zaczęło i rozjątrzone przeciw obwinionemu przez siebie, najgroźliwsze miotało wyrazy, tak dalece, iż uspokoić nienawiścią zaciętych zaledwo byliśmy w stanie...".

Zapisano również zeznanie Markusa, który oświadczył między innymi: „W sobotę, dzień przed ogniem, dnia 16-go tego miesiąca, po skończonym szabasie, byli u mnie o godzinie 9-tej wieczorem „na wódce" czeladnik kunsztu młynarskiego, tutejszy Samuel Szprotte i Wojciech Dembinski, który niegdyś w Sarnowie, teraz zaś mieszka w Kaliszu, ci bawili u mnie do godziny w pół na dziesiątą i wziąwszy u mnie dobra noc odeszli. Po ich odejściu, natychmiast wygasiwszy światło, położyłem się z moimi domownikami i przespaliśmy wszyscy noc całą szczęśliwie i spokojnie, aż do dnia następującej niedzieli, 17-go miesiąca bieżącego, do godziny po piątej kwadransa jednego na szóstą z rana ... wstawszy i ubrawszy się, nic w domu moim o nadchodzącym nieszczęściu nie miarkując, wyszedłem bezpieczny z mego mieszkania na Rynek końcem zakupienia cokolwiek owsa dla upasienia gęsi ... Wtem zawołano „gore, gore", ja porzuciwszy targ biegnę przeciw nieszczęśliwemu głosowi i pytam się „gdzie gore ?". Odpowiadają mi: „u ciebie !". Bieżę ku mojemu mieszkaniu i widzę, że szczyt tego domu, w którym ja mieszkałem, a który się z drugim domem mojego gospodarza Bidermana ściśle łączył, pali się i cały objęty był płomieniem, zadziwiony tą nieszczęśliwą nagłością, nie bacząc najmniejszej przyczyny, widząc tylko, że róg od ulicy między moim i gospodarza mieszkaniem się pali, wpadłem do izby mojej, ale wystrachany, wyratować nic w stanie nie byłem ...".

Ollendorff nie potrafił podać, co było przyczyną zaprószenia ognia. Nie umieli również udzielić odpowiedzi na takie pytanie inni mieszkańcy Sarnowy, m.in.: Samuel Szprotte, Samuel Scholz, Wojciech (George) Heintze, Wojciech (Georg) Scholz - młynarze sarnowscy, Karol Kaufman - stróż nocny, Wojciech (Johann George) Szprotte i Daniel Mätschke  - piekarze z Sarnowy, Fryderyk Parta - ślusarz odpowiedzialny za sikawkę, Gottfried Biderman, Jan Hoffmann, Barbara Wintrowiczowa, Katarzyna Kifnerowna, Weronika Niewitecka - sąsiedzi Ollendorffa,  Wojciech Dembinski - handlarz z Kalisza. Nie potrafili ustalić przyczyny pożaru Burmistrz i członkowie Rady Miasta.

Wszyscy - w obecności władz, pod przysięgą - opisywali przebieg pożaru, podkreślali jego gwałtowność. Zwracali uwagę na trudności w prowadzeniu akcji ratunkowej, do której użyto dostępnego wówczas sprzętu należącego do miasta i prywatnego (ręczna sikawka na kołach, kufy do transportu wody, drabiny, wiadra - „węborki", haki, ...). Ze specyfikacji wynika, że większość domów spłonęła całkowicie (spaliły się trzy pierzeje rynku), ale kilka zostało przez ratowników z konieczności rozerwanych i zburzonych.

Władze Sarnowy sporządziły dokładną, imienną  listę strat (przed pożarem w miasteczku, w około 200 drewnianych, krytych gontem domostwach mieszkało nieco ponad 1500 mieszkańców) i przekazały ją zwierzchnikom. Wystąpiły też z apelem o pomoc. Zbliżała się bowiem zima, a wiele rodzin pozostawało bez dachu nad głową. Wymiana pism trwała długo. Jeszcze w grudniu 1809 roku nie było wiadomo, jaka pomoc zostanie udzielona pogorzelcom...

Nie wiemy, co było dalej. Pewne jest jednak, że rozwój Sarnowy zahamowany został na wiele lat, a mieszkańcy długo pracowali nad odnowieniem utraconego majątku.

Janusz M. Hamielec