Słowo Na Niedzielę - ks. Bernarda Twardowskiego

sobota, 11 listopad 2017

Dodane przez: danielc

Słowo  na niedzielę 19 listopada 2017 r.                

 

   Jeden z pisarzy amerykańskich, Henry David Thoreau, w jednym ze swoich opowiadań pisze o odpowiedzialności za talent. Pisze w tym opowiadaniu o królu – ojcu trzech synów, z których każdy miał inny talent. Pierwszy miał talent do ogrodnictwa. Drugi do hodowli owiec. Trzeci był uzdolniony muzycznie. Pewnego dnia król udał się w daleką podróż. Przed wyjazdem zwołał synów i zlecił im troskę nad swoim królestwem. Przez pewien czas wszystko układało się dobrze. Aż przyszła bardzo sroga zima. Ludzie zaczęli marznąć, bo zabrakło drzewa na opał. Najstarszy syn stanął przed trudną decyzją. Czy pozwolić ludziom, aby niektóre z jego ukochanych drzew wyciąć na opał, czy też nie. W końcu ulitował się nad nimi i pozwolił na wycięcie. Drugi syn stanął również przed trudną decyzją. Ludzie zaczęli cierpieć głód. Jak temu zaradzić? Czy pozwolić na zabicie niektórych z jego ukochanych owieczek. Kiedy jednak zobaczył dzieci płaczące z głodu, pozwolił na zabicie owiec. Ludzie mieli opał i pożywienie, ale sroga zima coraz bardziej dawała się we znaki. Popadali w smutek, depresję i melancholię. Nie było komu ich pocieszyć. Zwrócili się do trzeciego syna, aby zagrał im na skrzypcach, ale on odmówił. Atmosfera stawała coraz trudniejsza, wielu mieszkańców opuściło królestwo.

   Po pewnym czasie do kraju powrócił król. Zasmucił się bardzo, gdy zobaczył, że jego królestwo opustoszało, a ci którzy zostali są smutni. Wezwał synów, aby opowiedzieli co się wydarzyło. Pierwszy syn powiedział: „Ojcze, mam nadzieję, że nie będziesz się na mnie gniewał, ale zima była bardzo mroźna, więc pozwoliłem ludziom wyciąć niektóre drzewa owocowe na opał”. Drugi syn mówił podobnie: „Ojcze, mam nadzieję, że nie będziesz się na mnie gniewał. Ludzie nie mieli pożywienia, dlatego zdecydowałem się na zabicie pewnej liczby owiec”. Ojciec nie tylko się nie rozgniewał, ale objął ich i powiedział, że jest z nich dumny. Przyszedł także trzeci syn i trzymając w ręku skrzypce powiedział: „Ojcze, nie chciałem grać, ponieważ nie było cię tutaj, aby cieszyć się muzyką”. „No to” – powiedział król – „zagraj mi teraz, bo moje serce jest pełne smutku”. Syn podniósł skrzypce i ukłonił się i chciał zagrać, ale okazało się, że z braku ćwiczeń jego palce zesztywniały. Bez względu na to, jak bardzo się starał, nie był w stanie zagrać najprostszej melodii. Wtedy ojciec powiedział: „Mogłeś rozweselić ludzi muzyką, ale tego nie zrobiłeś. To z twojej winy opustoszało królestwo. Nie możesz teraz grać i to będzie twoja kara”.

   Trzeci syn miał niby przekonywującą wymówkę, ale w rzeczywistości kierował się lenistwem, tchórzostwem i samolubstwem. To uniemożliwiło mu rozwinięcie i wykorzystanie talentu, w wyniku czego nie tylko on cierpiał, ale także wielu innych.

   Talenty jakie otrzymujemy od Boga i realizujemy w swoim życiu, to nie tylko sprawa doczesności, ale przede wszystkim wieczności. I o tym mówi dzisiaj Chrystus w przypowieści o talentach.

ks. mgr Bernard Twardowski